Historia mojej przemiany cz. II

Dzisiaj opiszę drugą część historii mojej przemiany. Wiem, że niektórzy nie mogli się doczekać, ale tak jak pisałam na fanpage zajęłam się tworzeniem wyzwania i zupełnie nie miałam kiedy tego ogarnąć.

Tak jak pisałam w poprzednim poście, tak naprawdę moja przemiana zaczęła się dzięki związkowi i po tym jak poszłam na studia. Początek studiów przyniósł wiele zmian. Na całe szczęście nie miałam już czasu, żeby siedzieć przez tv i opychać się słodyczami. Na uczelni mieliśmy wybrać na jaki WF chcemy chodzić, długo się wahałam bo jak wiecie nie znosiłam ćwiczyć. Do wyboru miałam: basen, siatkówkę, siłownię i tańce. Pływać nie umiem do dzisiaj, gry zespołowe to moja zmora, więc zostały mi do wyboru dwie opcje tańce i siłownia. Na początku postanowiłam iść na siłownię, pomyślałam że to może być świetna sprawa bo gdyby był rowerek to mogłabym chociaż trochę spalić tego tłuszczu 🙂 Niestety wypad na siłownię się nie udał, bo okazało się że nie ma ani bieżni ani rowerka 🙁 Została mi tylko jedna rzecz do wyboru, czyli tańce. Na początku chodziłam na nie z wielkim bólem, ale gdy po pewnym czasie zaczęło mi dobrze iść i wraz z koleżanką byłyśmy najlepsze w grupie uwierzyłam, że chyba nie jestem aż taka słaba 🙂 I właśnie wtedy nastąpił ten moment kiedy bardzo zapragnęłam się zmienić, zrzucić te zbędne kilogramy. To był początek grudnia, zostało niewiele czasu do końca roku i zaczęłam tą przygodę z nastawieniem, że teraz na pewno się uda.

Jak zwykle na początku byłam bardzo nakręcona. Znowu zaczęłam ćwiczyć płytę o której wcześniej wspominałam 🙂 Dodatkowo ćwiczyłam w domu układy z tańców i rozciągałam się, ale wiedziałam że to za mało, aby zgubić tyle kilogramów. Nie planowałam ile chcę schudnąć, widziałam że czas najwyższy się za to zabrać i nawet spadek wagi o 2 kg by mnie ucieszył. Zawsze chciałam iść na aerobik i zobaczyć jak tam jest, ale wiecie sama się wstydziłam 🙁 Postanowiłam, że zaciągnę przyjaciółki i jak mi się spodoba to wtedy wykupię karnet.

Pierwsze zajęcia bardzo mi się spodobały, tempo było dostosowane do każdej osoby. Na początku troszkę mi nie szło, nie nadążałam za wszystkimi i często się myliłam, ale po zajęciach wykupiłam karnet na miesiąc tak aby się zmotywować. Karnet umożliwiał do zajęć z aerobiku oraz w dniach kiedy były zajęcia można było do woli korzystać z siłowni. I wtedy się zaczęło 🙂 Ćwiczenia tak bardzo mnie wciągnęły, że nawet nie przeszkadzało mi to, że przyjaciółki już ze mną tam nie chodziły. Aerobik był 3 razy w tygodniu, na każdy chodziłam i dodatkowo po zajęciach zostawałam jeszcze godzinkę na rowerku i bieżni. Codziennie jeszcze ćwiczyłam w domu, robiąc ćwiczenia których nauczyłam się na aerobiku. Po miesiącu ćwiczenia zauważyłam, że ubrania były coraz luźniejsze, ale mi było wciąż mało.

Wtedy pomyślałam, że świetną sprawą byłoby zrobić jakąś dietę, bo wtedy kilogramy szybciej zaczną spadać. I tak trafiłam na dietę kopenhaską, która poleciła mi babcia Mateusza. Jadłospis zbytnio nie zachęcał, bo ciągle tylko sałata i jajka, ale postanowiłam, że przecież jak nie spróbuję to nigdy się nie przekonam czy działa. I takim sposobem dziennie zjadałam ok. 800 kcal a czasami nawet mniej, bo niektórych rzeczy nie lubiłam więc je omijałam. Gdyby tego było mało, nie przestałam chodzić na aerobik i siłownię. Po tygodniu byłam taka słaba, że coraz ciężej było mi wykonywać niektóre ćwiczenia, ale nie przestawałam 🙂  Dieta trwała 2 tygodnie, wytrzymałam do końca i udało mi się schudnąć 3 kg.

Po kopenhaskiej przysięgłam sobie, że już nigdy więcej diet 🙂 Oczywiście bałam się zacząć więcej jeść, bo myślałam że wtedy przytyję i cały trud pójdzie na marne. Najlepsza rzecz jaką udało mi się osiągnąć po diecie kopenhaskiej to to, że przestałam jeść słodycze 🙂 Wtedy zaczęłam zdrowiej i regularniej jeść. Ćwiczyłam i chudłam, a każde zakupy były cudowne. Bo wchodziłam w coraz to mniejsze ciuchy. Taki sposobem przez 3 miesiące schudłam ok. 7 kg i wciąż chudłam 🙂

Do wakacji schudłam do 69 kg 😀 I miałam obsesję ważenia, wchodziłam na wagę codziennie i każdy spadek wagi mnie cieszył a przyrost o chociażby pół kg smucił. Ćwiczenia stały się moją pasją i bardzo je polubiłam, chodziłam na aerobik ponad pół roku, aż nie nadeszły wakacje i zrobiłam sobie przerwę. Najwspanialszą rzeczą było to, że wreszcie kupiłam pierwsze szorty 🙂 I nie wstydziłam się swojego wyglądu.
Wtedy jeszcze nie znałam żadnych ćwiczeń z youtube 🙂 O tym jak zmagałam się z P90X i poznawałam ćwiczenia z Mel B i innymi trenerami oraz co skłoniło mnie do założenia fanpage będzie w następnej ( mam nadzieję już ostatniej ) części 🙂

W związku z tym, że mam bardzo długa przerwę na uczelni skupiam się na prowadzeniu bloga i na ćwiczeniu 🙂 Znowu na 100% i razem z Wami ćwiczę noworoczne wyzwanie ♥

Historia mojej przemiany
Dla osób które jeszcze nie czytały, tutaj jest część pierwsza 🙂 KLIK!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *